Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
33 posty 4076 komentarzy

tadman

tadman - Piszę tylko wtedy, kiedy mnie coś ruszy.

Babcia, Dziadek, Baśka i inne historie

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Wspomnienia różnych członków rodziny pozwalają nam zobaczyć naszych bliskich w innym świetle.

Dziadka pamiętam jako siwiutkiego starca z siwymi, a właściwie rudymi nieco wąsami, bo palił papierosy, ale tylko w lufce. Opróżniał ją w charakterystyczny sposób, a mianowicie robił z lewej dłoni kołyskę i umieszczał koniec lufki między kciukiem a palcem wskazującym i fiksował kciukiem, a następnie prawą dłonią uformowaną również w kołyskę uderzał w lewą dłoń tak, jakby chciał klaskać. Sprężone w ten sposób powietrze wystrzeliwało kipę jak z wiatrówki. Naszym zadaniem było znaleźć niedopałek.


Innym zwyczajem Dziadka, który dobrze pamiętam, to hodowanie wąsów, którym po otwarciu golitka nadawał właściwy kształt, który często korygował w ciągu dnia przez podkręcanie. Wąsy sterczały dumnie, jak szczotka do czyszczenia rdzy, bo taki też miały kolor, ale także twardość. Dziadek specjalnie kłuł wnuków ową szczotką w szyję przy powitaniu. Kolejne wizyty zaczynały się od certolenia i dziadkowych zapewnień, że tym razem obędzie się bez kłucia. Kiedy już wnuk myślał, że tym razem udało się uniknąć tortury, to Dziadek przytrzymywał delikwenta w uścisku między kolanami i pytał:

- Czy Tadzinek był grzeczny?

Wtedy przychodziła kolej na stosowanie różnych wariantów, a to ze strony Rodziców, a to ze strony Dziadka, tak że delikwent do końca nie wiedział, czy mu się tym razem upiecze. W najmniej oczekiwanej chwili następował atak Dziadka na szyję delikwenta. Właściwie był to stały punkt programu każdej wizyty u Dziadków.


Uważałem, że Dziadek jest tylko właścicielem kłujących wąsów i golitka. Golitko, było to drewniane pudełko wielkością zbliżone do kartki formatu A4, o wysokości około 10 cm, zamykane na haczyk wycięty z mosiężnej blachy. Wieko, z lusterkiem od środka, utrzymywane było w stosownej pozycji przez skórzany paseczek przybity na końcach gwoździkami do wieczka i ściany bocznej korpusu. W środku były dwie brzytwy, pas skórzany z kółkiem  do ostrzenia brzytwy, małe nożyczki do trymowania wąsów i grzebyk do ich czesania, grzebień, szczotka, pędzel, mydło, miseczka na wodę, bibułka i ałun. Te dwie ostatnie rzeczy były potrzebne do tamowania krwi po zacięciu się brzytwą.


I tu chciałem wrócić do wspomnień, których wysłuchiwałem z wypiekami na twarzy, bo były w jawnej sprzeczności z obrazem Dziadka, którego ja znałem.


Dziadek za młodych lat był człowiekiem bardzo aktywnym. Była to aktywność skierowana na zewnątrz, bo w domu Dziadek podporządkowywał się Babci zupełnie, która zawiadywała gospodarstwem, parobkami i wszystkimi rzeczami należnymi gospodarstwu, w tym niepodzielnie sprawowała pieczę nad kasą.


W pewien targowy dzień była umówiona z Dziadkiem, że pojadą razem poczynić stosowne zakupy. Na niedługą chwilę przed wyjazdem wpadł zziajany młodziak i dysząc przekazał Babci, że Dziadek przeprasza, ale nie może pojechać z nią na targ, bo była awaria w mleczarni i dziadek zaangażowany jest w jej usuwanie. Babcia kazała parobkowi wyszykować furę. Ku jej zdumieniu parobek zaczął wyprzągać Baśkę, ulubioną klacz Dziadka i zaprzęgać jakiegoś starego oklapłego konia (jak się wabił, niestety nie pamiętam). Babci bardzo się to nie spodobało i kazała zostawić u fury Baśkę. Parobek zaczął protestować, próbując przekonać Babcię, że tym koniem u fury może powozić tylko Dziadek, co Babcię jeszcze bardziej utwierdziło, że tylko ten koń będzie najlepszym wyborem. Zrezygnowany parobek podpiął Baśkę i Babcia pojechała na targ.


Po bardzo długim czasie, dłuższym niż zazwyczaj, Babcia wróciła z targu, a raczej można powiedzieć, że Baśka zszokowaną Babcię, leżącą na dnie fury, przywiozła do domu. Parobkowi oberwało się mocno; Babcia podobnież wyrażała się bardzo nieprzystojnie* i pomimo iż ochłonęła nieco do powrotu Dziadka, to i tak zebrał on srogą burę. Dopiero wtedy Babcia poznała prawdę o pięknej Baśce.


Baśkę kupił Dziadek jakiś czas temu na końskim targu i nie mógł zrozumieć dlaczego za tak pięknego konia żądano tak niewiele. Sprawdził konia, ale zadnej wady nie znalazł, a oglądał Baśkę dokładnie.


Sprawa wydała się za sprawą wspomnianego parobka, który raz zaprzągł Baśkę do fury. Baśka to był byt bardzo niezależny, można powiedzieć iż szalona feministka w końskiej postaci, a mianowicie nie uznawała jakiejkolwiek konkurencji, którą dusiła w zarodku.  Jeśli droga była pusta, to Baśka nie różniła się w zachowaniu od innych koni używanych do powożenia, ale jeśli w jej polu widzenia pojawił się inny koński zaprząg, to brała sprawy w swoje ręce i przechodziła do kłusu, aby jak najszybciej zbliżyć się do owego konia. Szło o to, że ona musiała być pierwsza  i jeśli konkurent był oporny lub oporna, to Baśka potrafiła tego drugiego konia boleśnie pogryźć. Po minięciu konkurenta Baśka uspakajała się, aż do spotkania następnej fury, czy powozu. Nic nie pomagało, ani ściąganie lejcy, ani bat, ani pokrzykiwanie.


Babcia na wspomniany targ dotarła bezboleśnie, bo na drodze nie było innych fur, natomiast kiedy wyjeżdżała z targu, to trafiła w otoczenie wielu fur, które wyzwoliły niepokorną duszę Baśki. Babcia próbowała ściągać lejce, używać bata, ale jak się zorientowała, że to nic nie pomaga, to położyła się na dnie fury i zdała swe życie w gestię Baśki.

Nie wiem co Baśka widziała w Dziadku, że bezapelacyjnie mu się podporządkowała i to bez używania atrybutów należnych powożącemu. Może poprzednio źle ją traktowano?


Kiedyś w odwiedziny przyjechał cioteczny brat Dziadka Boniek i zaczęli wspominać. Boniek opowiedział taką historię.  Dziadek, jeszcze za caratu, uderzał do pewnej panny, która mieszkała w innej wiosce. Po wyszykowaniu się, Dziadek wziął dwukółkę i wyjechał z domu. Po jakiejś godzinie przyjechał furą do mojego Pradziadka jakiś obcy Żyd w utytłanym ubraniu i poskarżył się, że Pradziadka syn tak go urządził. Uzgodnili między sobą ile rubli wynoszą szkody moralne i zniszczone ubranie Żyda i sprawa została załatwiona polubownie.


A było to tak, że Dziadek chciał, spiesząc się do panny, wyminąć furę Żyda, ale z racji stromych poboczy było to niemożliwe. Powiedział Żydowi żeby go przepuścił, na co ten uderzył w lament, że spokojnego Żyda na drodze jakiś młokos napada, więc Dziadek zatrzymał swego konia, złapał za uzdę konia Żyda i furę sprowadził do rowu; Żyd podczas tego manewru fiknął kozła i wylądował w gliniastym rowie z wodą. Żyd zaczął się okropnie wydzierać i wzywać pomocy, więc Dziadek wytargał go jeszcze za pejsy, wskoczył na dwukółkę i pognał do panny.


Miałem wtedy gdzieś chyba z siedem lat i po raz pierwszy spotkałem się z dziwną kategorią, a mianowicie zmieniającą się ludzką aktywnością w funkcji czasu.


* - nie wiem co wtedy mówiła Babcia, ale mogę powiedzieć, że najgorsze przekleństwo jakie usłyszałem od niej to było psia krew, zła krew, a o ludziach te złe psie krwie. Tak samo mówił Dziadek.

KOMENTARZE

  • U mnie w domu kasę też trzyma żona
    Nie wiem co takiego w sobie mają kobiety, ale potrafią gospodarować pieniędzmi jak żaden facet. Wystarczy porównać Rostowskiego i Gilowską:-) Na dodatek moja żona nigdy nie narzeka, że jej nie starcza.
  • @ Tadziu
    Dziecko dorosłych odbiera w naturalny sposób hierarchicznie. Dorośli również zachowują zazwyczaj pion przy dzieciach. Na tym polega sensowność ułożenia świata i sensowność wychowania. Poznawanie życia to łamanie przez dziecko obostrzeń i pewne przeciwstawianie się hierarchii. No a gdy dorośnie i dowie się o takich kwiatkach, które wyczyniali poważni przecież dorośli - to sama radość! :)
  • @ Tadziu
    Tak to jest z niektórymi końmi, że będąc masakrycznymi dla innych - jedną osobę traktują zupełnie inaczej, z szacunkiem i pełnym posłuszeństwem wobec niej.
    W stajni, gdzie jeździmy, w przeszłym roku był srokaty Heven. Śliczny, wszystko miał na miejscu, plus kształtna głowa i wyraziste oko. Dobrze nosił. Ale... był bardzo nieprzyjemny w boksie podczas czyszczenia. Kładł uszy, wiercił się niebezpiecznie i gryzł, po prostu. Robił to wszystkim jeźdźcom, ale... nie mnie :), co wprawiało w zdumienie właścicielkę stajni i instruktorkę. Nigdy nie miałam z Hevenem problemu i doprawdy - nie wiem, dlaczego. Owszem, darzę konie specjalnym uczuciem, zapewne to czują, ale to przecież nie są moje własne konie, a ja tam tylko jestem gościem - jeźdźcem i nie kozaczę. Swoją drogą - to bardzo miła świadomość :)
  • @tadman
    Konie tak jak psy - wiedzą kto się ich nie boi. Istnieje coś takiego jak zapach strachu, być może nie wyczuwalny dla człowieka , ale wyczuwalny dla zwierząt. Psa i konia nie oszukasz butną miną. Kiedyś na wyścigach trener z obcej stajni poprosił mnie żebym przejechała mu araba. Zapytałam jak chodzi i odpowiedział, że jak dziecko. Wyjechałam spokojnie na tor, na długim cuglu i przejechałam kenter bez sensacji. Gdy zjeżdżałam z toru stojący przy budzie trenerzy zaczęli wydziwiać. "Co , nic ci nie zrobił, przecież nikt na nim nie chce już jeździć?" Na następny dzień tak mnie przeciągnął, że po kentrze nie miałam siły rozluźnić popręgu i nie mogłam złapać oddechu. No i też już nie chciałam na nim jeździć. Wyczuł skubany, że się go przestraszyłam.
  • @Iza 11:53:20
    W Przysieku, w stajni uniwersyteckiej /UMK/ podstawiono mi konia, który właśnie wrócił z przejażdżki po lesie. Wsiadłam przed stajnią i nic - była miła jazda. Całe towarzystwo spokojnie patrzyło z koni, co będzie się działo, bowiem Na Tunisa można było wsiadać tylko w stajni - przed stajnią stawał dęba przy wsiadaniu. Ponieważ o niczym nie wiedziałam, nie miałam chwili zawahania czy strachu - Tunis zachował się przyzwoicie. Towarzystwo nie było zachwycone brakiem jaj, al na te liczyli :) Natomiast Tunis już zawsze był dosiadany przeze mnie przed stajnią - po prostu natychmiast zaprzyjaźniliśmy się.
  • Większość ludzi traktuje zwierzaki
    nie jak zwierzaki, ale jak ludzi. Oczekują, że zwierzę postąpi tak jak oni to sobie wyobrażają. A jeżeli zwierzak nie postępuje stosownie do ich oczekiwań, tylko zgodnie ze swoją zwierzęcą naturą, to zaczynają się schody.
  • @KOSSOBOR 14:08:30
    Tunis i ja. Ale to było bardzo dawno temu.
    http://hannasolway.art.pl/album/zdj/f2t.jpg
  • @KOSSOBOR
    Piękna dziewczyna na pięknym koniu. Jak miło, że dyletantom zebrało się na wspominki. Trzeba trochę odreagować nieustanną traumę życia politycznego i społecznego. Czasami nie chce mi się nawet czytać , bo do wyboru są wiadomości złe i bardzo złe. A to są piękne czasy naszej młodości.:)
  • @gallux 14:55:22
    Pewnie masz rację, ale w miarę przebywania wśród zwierząt - uczymy się ich. Koń ubrany w różowy czapraczek w biedronki i kokardki też przykopie, a co gorsza - wytarza się. Ale wytłumacz to małym dziewczynkom :) Nawet duże dziewczynki swoje yorki ubierają w kretyńskie ubranka i wiążą im kokardki na czubach.
  • @Iza 17:31:06
    Sprowokowałaś mnie:) Zorilką i Demoniakiem. Popatrz, kto wtedy myślał o kaskach! Nami w Przysieku dowodził major jeszcze z przedwojennego CWK z Grudziądza /mały, suchy, nóżki w ułańskich łukach ;)/ i do głowy mu nie przyszły jakiekolwiek kaski.
    Wiesz, staram się robić wiele - zapewne jak i Ty: żagle, stajnia - by nie tylko wspominać, a jakoś, mimo wszystko, kontynuować dawne pasje. Na ile się daje i jak długo się daje.

    Tak, nie idzie żyć tylko polityką, zwłaszcza, że na nic tam nie mamy faktycznego wpływu. Tyle, co sobie popiszemy tutaj - może ktoś uzna nasze racje.

    Tunis może nie był najpiękniejszym wierzchowcem, ale dzięki tej mojej niewiedzy o strachu przed wsiadaniem na gada - dobrze nam było razem, nie narzekaliśmy :)
  • @KOSSOBOR 18:18:35
    Pewnie mam:-) Mam dwa koty, przedtem też miałem dwa, jakieś doświadczenie więc mam. Jak wiadomo koty żyją znacznie krócej niż my. Każdego, który odszedł po pewnym czasie zastępowałem nowym przybłędą. Z tych czterech kotów każdy miał inny charakter, a właściwie charakterek. Ale reagują bardzo podobnie. Moja małżonka próbuje do nich przemawiać, oczekując chyba, że kot jej odpowie ludzkim głosem:-) I tak moje koty upodobały sobie drapanie drzwi wejściowych, wykonanych z drewna. Każdy kto miał kota, ten wie, jakie spustoszenie czynią takie pazury. Żona woła: Ferdek zostaw drzwi!! Drapanie. Ferdek zostaw drzwi! Drapanie. Teraz ja, pancio: psik!!! Cisza.
  • @gallux 18:55:33
    :))) Typowe! Ale nie powiesz mi, że nie gadasz z kotami, jak nikt nie słyszy!

    Wiesz, właściciele jamników dzielą się tak: 50% przyznaje się, że śpi z psami, a 50% kłamie, że z nimi nie śpi. U mnie jeszcze dochodziły dogi, z tym że jeden potwornie chrapał. Jak Boga kocham :)
  • @KOSSOBOR 19:16:42
    Jasne, że gadam. Obecność postronnych mnie nie krępuje. Tylka, że to jest monolog:-) Mój Ferdek, osiem kilo wagi, śpi ze mną, przy boku. Widziałaś film z Jean Gabinem i Simone Signoret "Kot"?
  • @gallux 19:37:18
    Boże, to jeden z najmocniejszych filmów, które widziałam! I to przecież w latach 70tych, gdy NIE MOGLIŚMY tego do końca wyczuć. Za młodzi byliśmy. A wiesz, że również wielokrotnie znajomym w rozmowach o ludziach i zwierzętach ten film przywoływałam?!
  • @KOSSOBOR 20:14:11
    Szyfr:-) Jasne, że wtedy nie pojmowałem całości, bo byłem na to za młody. Oglądałem ten film w telewizji razem z obecną małżonką, więc musiało to być na początku lat osiemdziesiątych. Cieszę się, że nie staliśmy się sobie obcy, a nawet wrodzy.
    http://chomikuj.pl/matimat17/FILMY+AVI/Aktorzy/JEAN+GABIN/1971+KOT+%28Jean+Gabin*2c+Simone+Signoret%29+%28Napisy+PL%29,1565306217.avi%28video%29
  • @gallux 20:50:55
    Qrczę, nie potrafię z tego skorzystać :(

    No i drugim filmem ukochanym jest "W kręgu zła".
  • @gallux 20:50:55
    Ja - w kinie oglądałam "Kota".
  • @KOSSOBOR 23:07:56
    W tym dziwnym świecie nie ma nic za darmo, niestety. Żeby zassać cały film trzeba wysłać esemesa. Na osłodę pozostaje trailer. Kiedyś kino francuskie to była potęga. Z Delonem widziałem (w kinie) "W pełnym słońcu".
  • Wy, kobitki...
    Mój kapral-konfident jest już żonaty od trzech lat i zna się na kobitach. Otóż twierdzi on, że dziewony najbardziej na świecie pragną być piękne od środka. W tym celu właśnie dziewczęta przedwojenne, nasze zacne prababki, wypijały nieraz cichcem flaszkę perfuma lub Wody Kolońskiej 4711. Że niby wnętrze im się uświetni i upiękni. Teraz dziewuchy trochę zmądrzały, perfumów nie konsumują, ale za to bardzo wydziwiają ze sportem i z ekologią. Męskość i siłę lubią czuć pod przyrodzeniem, to stąd pewnie się te zainteresowania hippiczne biorą. Bo na dzień dzisiejszy normalny facet na konia nie siędzie. U nas, na przypoligonowych lasach, to tylko babska na kobyłach jadą. Żeby jeszcze galopowały, ale nie. Ot, jadą wolno, kolibią się, swój punkt podparcia siodłem masują wyrafinowanie, słabiznę o kulbakę ocierają, nieraz widać przez lornetę dalmierza, że oczęta zamglone mają i oddech przez usta biorą i się oblizują. Kobyły srają podczas jazdy potwornie, całe kilometry pod końskim gównem u nas zalega. Jak oddział prowadzisz na koszary, to komendy "padnij" dać nie można, bo żołnierz by w gówno końskie upaść musiał. Tak, że my tu na jednostce koniarek nie bardzo lubimy. Niechby te zmanierowane dziewuchy robiły tak, jak nasza Pani Kapitanowa: Ciasta dwie blachy na niedzielę upiecze albo nowe ceraty na stoły w kantynie zakupi z własnego budżetu domowego. Wtedy dopiero bardzo się u nas zaskarbą, a nie tam, by swój celulitis na kobyłach masować i środowisko kałem końskim zakażac. A jak już koniecznie koniem potrzebują jechać, jakby swego rowerka górksiego nie miały, to niechby nam choć psy z jednostki na przebieg zabierały, bo my tu czasu za bardzo nie mamy, by psy dziennie odbiegać. Niechby tak która z tych bogatych bab, co to w posiadaniu męża bogatego się znajduje i kobyłki wieczorami samozadawalająco dosiada, nasze pieski wartownicze na spacer zabierały, to by wtedy dopiero się uczynkiem dobrym upiękniły od środka.
  • @Tadman
    Wszystkie dziadki kluły !!!

    Znałem tylko jednego dziadka. Drugiego, ojca taty, wraz z całą rodziną utłukli sowieci i hołota 17 września 1939 w Grodnie.
    Dziadek Kazimierz miał także wąsy, a jakże; wiellkopolski ułan Piłsudskiego, dostał mały domeczek niedaleko Oświęcimia z przepięknym, pełnym tajemnic ogrodem. Potem dziadek sprzedawał ten ogród sąsiadom po kawałku, aby dołożyć do emerytury. Z tej resztówki, której zostałem właścicielem, nic już nie można zrobić, tylko corocznie płacić podatek.

    W rok przed swoją śmiercią dziadek spakował walizeczkę i ruszył w Polskę pożegnać się ze swoimi dziećmi. Wtedy go ostatni raz widziałem i ostatni raz pokłuł mnie swoimi nieogolonymi włosami.
  • @Pan podporucznik 00:56:10
    Widzę, że Pan podporucznik przebywa na zielonym poligonie i takie tam różne fantazje go nachodzą. Na gwałt potrzebuje damskiego towarzystwa, więc albo urlop i do domu, a jeśli nie, to wypad do najbliższego miasteczka. Magia munduru ponoć jeszcze działa, tym bardziej iż obecnie to rzadkość na co dzień.
  • @Pan Podporucznik
    A może samemu spróbować konnej jazdy zamiast sobie roić? Bardzo wielu panów jednak jeździ konno. Coś chyba w tym widzą.
  • 5*
    Lubię Twoje opowieści z życia, Tadziu. I ta magia szczegółów. To jest to. Bardzo proszę jeszcze:)
  • @sigma 09:28:31
    Tego, co teraz wokół nas, nie da się" przychwycić, napaść tym oczu, czy ogrzać serca. Takie wspomnienia jak wyżej - nie tylko moje - dają nam strawę duchową, pozwalają nas umiejscowić w wymiarze przemijających lat, w tym umieścić nas na gałęzi lub gałązce niezwykłego drzewa, które genealogicznym zwą.
    Pamiętam jaką furorę na niepoprawni.pl zrobiła notka jpw o łóżku jego dziadków. Jego wspomnienia wyzwoliły masę wspomnień u czytających, z których wielu podzieliło się nimi w dopisanych komentarzach. Był to jeden z piękniejszych i dłuższych wątków.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

ULUBIENI AUTORZY