Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
33 posty 4069 komentarzy

tadman

tadman - Piszę tylko wtedy, kiedy mnie coś ruszy.

Królowa i jej bliźnięta

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Chodzą one, jak to bliźnięta, parami i role mają podzielone. Jedno dość brutalnie prowokuje, a drugie tylko obserwuje i pisze raporty. Tym więcej ma do raportowania, im to pierwsze bardziej zdenerwuje delikwenta.

 W połowie lat osiemdziesiątych pojechałem na trzytygodniowy kurs języka angielskiego do Juraty. Na około 60 osób przypadało czworo native speakerów i dwoje anglojęzycznych Polaków.

 Ale ponieważ nie samą nauką się żyje, to w pierwszą sobotę zorganizowaliśmy polskie party. Były transparenty sławiące odwieczną przyjaźń polsko-angielską, baloniki i serpentyny. Stoły ustawiono w podkowę i rozsiedliśmy się do paluszków, ciasta i wody mineralnej. Oczywiście były też tańce, w których nie uczestniczyłem. Ponieważ zrobiło się koło mnie pusto, to przysiadł się do mnie Zbyszek z Warszawy. Był mały, krępy, czarne włosy króciutko przystrzyżone, a z przodu świecił sporymi zakolami. Wkrótce okazało się, że w obejściu był mocno męczący, bo nawijał o polityce, partii, ogólnie prowokował do wypowiadania się na tematy wrażliwe. Robił to tak umiejętnie, że nawet milczenie znaczyło zajmowanie stanowiska. Wyszedłem niby to do ubikacji i już nie wróciłem na swoje miejsce, a Zbyszek znalazł sobie następną ofiarę.

Wkrótce okazało się, że Zbyszek dał się we znaki wszystkim.

W następna sobotę było angielskie party. Wszystkie stoły zostały ustawione pod ścianami, zorganizowano zimny bufet i jak się wkrótce okazało było to regularne standing party. Sporo osób było urażonych takim podejściem gospodarzy wieczoru. Nie trwało to długo, bo taka organizacja pozwalała nam swobodnie krążyć po sali i wybierać sobie grono, gdzie coś ciekawego się działo. Przy okazji okazało się, że jest to świetny sposób na neutralizowanie Zbyszka, bo gdy gdzieś się pojawił, to ludzie odchodzili do innego grona rozmawiających.

Anglicy uważani są przez nas za ludzi bardzo sztywnych, a tu bez dopalaczy pokazali, że potrafią się świetnie bawić, nie zważając na to, że mogliby się ośmieszyć. Odśpiewali, a właściwie też odstawili piosenkę Old McDonald has a farm, popisując się w naśladowaniu zwierząt; ubaw był setny.

Strzałem w dziesiątkę była tzw. Baloon Debate. Zasada tej zabawy jest prosta. Załoga leci balonem, który traci wysokość i jedynym sposobem na nabranie wysokości jest wyrzucenie jednego z członków załogi. Każdy z załogi ma prawo przekonać publiczność, że to właśnie on powinien pozostać w balonie. Publiczność głosowała oklaskami, jak i również wybierała załogę balonu, jak i również kim dana osoba ma być. W końcu załoga była skompletowana i była tam królowa Elżbieta II, Gorbaczow, Jaruzelski, coś koło dziesięć osób.

Zbyszek, w ramach słodkiej zemsty, został Gorbaczowem, a Elżbietą II dziewczyna z Wrocławia, wyróżniająca się wybitną urodą. Przed rozpoczęciem debaty Elżbieta własną szminką narysowała znamię Zbyszkowi na czole. Zabawa rozkręcała się i jak byśmy dzisiaj powiedzieli dominował w niej negatywny pijar. Na końcu debaty w koszu została Elżbieta II i Gorbaczow. Zbyszek podkreślał, że królestwo to przeżytek i utrzymywanie darmozjadów z kiesy społeczeństwa jest naganne, wiąże się z dużymi kosztami, że teraz jest czas demokracji itp.

Królowa zamiast żle mówić o Gorbaczowie, odwołała się do historii i tradycji Korony, wokół której wszyscy się przecież jednoczyli, o tym iż królowa stanowi pierwiastek wyróżniający Brytanię spośród państw na czele, których stoją ludzie znikąd. Przy okazji zauważyła, że pomimo iż nosi koronę to jej i jej rodziny życie do przyjemnych i łatwych nie należy, bo otoczona jest niezbyt życzliwymi ludźmi. Wielu z nich to ludzie mediów, papparazzi, informatorzy, a nawet ludzie wywiadu obcych państw, którzy pragną rodzinę królewską skompromitować. Mówiąc to podeszła do Zbyszka i bezceremonialnie starła mu szminkę z czoła mówiąc, że to właśnie jeden z nich. Wybuchowi śmiechu towarzyszyły oklaski, co oczywiście zakończyło się wyrzuceniem Zbyszka z balonu. Od tego czasu zwracano się do niej nie inaczej niż per Królowa.

W wolnym czasie wędrowaliśmy razem z Królową na piwo, czy po plaży. W trakcie rozmów można było przekonać się, że Królową cechuje doskonałe rozeznanie w wielu sprawach, a jej sądy są z reguły bardzo wyważone; no cóż, prawie że prawdziwa królowa.

Któregoś razu rozmowa zeszła na temat Zbyszka i cel jego pobytu w Juracie. Ustaliliśmy, że Zbyszek to zwykła wtyka, że należy go unikać, bo wysłano go tutaj do węszenia w tym międzynarodowym gronie. Kiedy wyczerpaliśmy wszystkie argumenty zabrała głos Królowa. Powiedziała, że rzeczy nie wyglądają tak oczywiście na pierwszy rzut oka, bo w takie środowisko służby wysyłają co najmniej bliźnięta. Wzbudziło to zaciekawienie. Wyjaśniła nam, że jedno z bliźniąt jest widoczne aż nadto i zwykle prowokuje, a drugie obserwuje osoby z nim dyskutujące, a szczególnie ich reakcje. W większym gronie mogą występować także trojaczki, a wtedy ludzie nie widząc w swoim pobliżu tego, który prowokuje, otwierają się i pozwalają sobie na szczerość, a ci pozostali mają tylko za zadanie być tam, gdzie dzieje się coś ciekawego.

Pewnego ranka Królowa z wyraźnym smutkiem oznajmiła przy śniadaniu, że wczoraj dostała telefon od szefa, który ją odwołuje z kursu, bo jest coś ważnego do załatwienia w pracy i jej obecność jest tam niezbędna. Gremialnie odprowadziliśmy Królową na pociąg.

Czas przebiegł nam szybko. Na uroczystość kończącą pobyt w Juracie przyjechał konsul brytyjski. Podarował każdemu egzemplarz słownika Hornby’ego, a uroczystość zakończyła się lampką różowego wina, na szczęście nie brytyjskiego.

Dopiero pisząc tę notkę zdałem sobie sprawę, że Królowa powinna być raczej wściekła na szefa niż smutna. Zastanawiam się czy powodem smutku Królowej nie było wtedy drugie z bliźniąt lub któreś z trojaczków.  

KOMENTARZE

  • @tadman
    Piękna historia. Jakbym tam była. Teoria bliźniąt jest wysoce prawdopodobna. Irena Lasota (o brak orientacji nie można jej podejrzewać) sformułowała kiedyś w kwestii agentów wpływu teorię eszelonów. Po prostu gdy jeden eszelon zostanie rozproszony ( skompromitowany) wysyła się bez zwłoki następny i kolejny. Oprócz tego agentura -jak Батька Махно - ukrywa broń pod kapustą. Wprawdzie my nie denikinowcy ale nabierać się dajemy.
  • @Iza 02:36:33
    Przypomniała mi się ta historia po moim komentarzu u Ciebie ws. bliźniąt.
    Ciekawostką niech będzie fakt, że ponoć jeździł on konno, przynajmniej tak mówił.
    W przypadku takich osób nawet pewnikiem nie było to, że pracował w PAN-ie, a dla takich osób był ten kurs.
    Nareszcie licznik Twojej notki "pod psami" zaczął tykać i wskazuje już 62.
    Pozdrawiam.
  • @Tadman
    Dlatego ja Tadeuszu, przez całe zycie unikałem takich imprez jak ognia.

    Dlatego też chyba nie cierpię ludzi, którzy coś grają. Którzy nie są sobą.
    Agentów i donosicieli miała w ogólniaku nasza wychowawczyni. Od tego czasu mam wstręt dla takich.
    Na tak popularnych spotkaniach po latach i rocznicowych nigdy się nie pojawiłem. Mimo, że to ja byłem w tamtych czasach szefem. Po latach widzę, że powinienem mieć też swoich agentów i donosicieli.
    A wiem dokładnie o tym, bo syn wychowawczyni, niezły agregat, był w niższej klasie i nałogowym palaczem i z lubością relacjonował nam, kogo to z naszej klasy mamusia gościła na herbatce.
  • @jazgdyni 07:37:26
    Tę sprawę przeniosłem o pięterko wyżej i chyba do jednopałowców dotarło, za co odwdzięczyli się jak mogli. Jestem im winny za to piwo, bo widać, że do kogoś to nasze pisanie trafia, a odbiór jest emocjonalny. :P
  • Pięknie to opisałeś, miło się czyta.
    Wielokrotnie byłem na różnych imprezach w międzynarodowym towarzystwie. To ciekawe doświadczenie oglądać jak bawią się inne narody a także różne stosowane przez nich metody.
    Jedno takie spotkanie utkwiło mi w głowie. Był to wyjazd techników na szkolenie do Bawarii, szefem ze strony niemieckiej był Japończyk. Grupy były z różnych krajów Włosi, Węgrzy, Polacy... Po szkoleniu zabrali nas do knajpy piwnej. Muzyka bawarska, na scenie panowie w krótkich spodenkach no i masa piwa w pintowych kuflach. Ponieważ robiłem za tłumacza, przez całą imprezę obyłem się jednym kuflem. Japończyk (dyrektor) ledwo na nogach się trzymał, lecz moją uwagę przykuły jego trzeźwo patrzące oczy. Co chwila przysiadał się do jakiejś grupy i wypytywał o tym jak się pracuje, jak jaki jest szef. Ludzie podchmieleni, język się rozplątywał. Musiałem nieźle się natrudzić, by tłumaczyć tak, by koledzy z roboty nie wylecieli. Czasami piwo postawione przez szefa i jego miły uśmiech, szczególnie, gdy jest Japończykiem może drogo kosztować.
  • @Bum Tarara 02:46:52
    Trzeba mieć tylko świadomość, że każda władza lubi wiedzieć, a w tamtych czasach myśleli zapewne tak: ci z Zachodu szkoleni, więc może dochodzić do niecnych zdarzeń więc...
  • @tadman
    Przypomnij sobie jakiej marki zegarek nosił ów Zbyszek.
  • @cyborg 08:19:44
    ? Byłem wtedy na urlopie. :)
  • @jazgdyni 07:37:26
    To ty już w podstawówce byłeś wplątany w wojny wywiadów !
    No, i jak to prawdziwy agent 00x sam za całe imperium klasowe załatwiałeś sprawy.
  • Pasuje do schematu - że ta "Królowa" była właśnie jednym z agentów. "Zbyszek" was do niej po prostu "naganiał".
    Odwołano ją po spełnieniu zadania (rozpracowała wszystkich, bo się wszyscy pootwierali i ujawnili). Albo w strachu, że ją konsul angielski rozpozna. Ładne kobiety bardzo często są agentami systemu.
    A ten Zbyszek nie musiał wcale być agentem. Mógł być jedynie nieznośnie szczerą, ekstrawertyczną osobowością przypadkowo się na kursie znajdującą. Agentem mógł być jeszcze ktoś inny - poza Królową i Zbyszkiem. Ktoś organizujący "opozycję antyzbyszkową". Taka opozycja by się w waszym gronie obiektywnie narodziła, więc agenci jako że przewidują i znają mechanizmy gier środowiskowych i zjawisko towarzyskiego ostracyzmu - lubią tak właśnie rozgrywać i zdobywać zaufanie naiwnych - przez wyłapywanie niuansów i kreowanie pozytywnych nurtów. Bo towarzyska opozycja wobec natręta jest słuszna w sposób naturalny. Lider takiej słusznej opozycji ma łatwiejszy dostęp do samic, do informacji, do stołu. Świadomy i dobrze przygotowany agent tak właśnie obecność takiego "Zbyszka" wykorzysta.
    Na mój nos Zbyszek nie był agentem. Raczej był "wrzucony" w wasze środowisko jako wabik, krystalizator nastrojów i punkt w grze towarzysko-wywiadowczo-porządkującej. Raczej trudno zagrać dobrze idiotę. Łatwiej wykorzystać idiotę autentycznego. Służby tak inspirują rezonowanie nastrojów wśród elit - żeby elity były cały czas im i tylko im podporządkowane. Idiota funkcjonujący w elicie rezonuje w sposób przewidywalny, przyciąga uwagę, rozprasza ewentualną prawdziwą opozycję.
  • @Eugeniusz Sendecki 08:57:14
    Świetne.

    Znikam. Zobaczę późnym popołudniem co jeszcze ciekawego wyskoczy.
  • @tadman 08:23:13
    To nie jest nawiązanie do obecnej zadymy zegarkowej !
    W tamtych czasach, w moich stronach wyróżnikiem "tych panów"
    był zegarek Orient z rozbudowanym datownikiem.
    Wszyscy studiowali historię sztuki (oczywiście poza Szczecinem), pracowali
    dla PAN, Muzeum Narodowego lub Ministerstwa Kultury i Sztuki, właśnie
    załatwiali papiery związane z jakimś eksponatem w NRD.
    Taki osobnik może pojawiać się i znikać, może być widziany w dziwnych
    urzędach i komendach.
  • @cyborg 10:13:57 - a kto był sztandarową postacia "owych panów" w dobie PRL-u?
    No? Kto wie, rączka w górę?
    Pan Samochodzik! Brawo Jasiu! Piętka, siad!
    Piątka z przedmiotu "historia Polski najnowszej". Znaczy "meandry i skafandry PRL-u".
    :)
  • 5* !!!
    Tadziu, świetny tekst. i nawet jakiś jednopal się od razu poczuł;)
  • @
    Przyjemnie się czytało:) 5*
  • @Eugeniusz Sendecki 08:57:14
    5*! :)
  • @tadman 09:06:49
    Znakomita obserwacja i opis na wybranej "grupie badawczej", klasycznej. 5*!

    Mąż nie chciał zasięgnąć informacji w IPN, co do swojej sytuacji. Mówił, że nie chce wiedzieć, kto z kolegów kablował. Nie chciał sobie psuć życia...
  • Sziękuję wszystkim i cd story
    Podtrzymując wątek narzucony przez k. Sendeckiego dodaję kilka informacji, których nie umieściłem w poście, aby nie zabijać klarowności przekazu.

    Po pierwsze chciałem podkreślić ścisłe i odwieczne związki Anglików z Rosjanami, vide Kompania Wschodnia, czy Gibraltar i śmierć gen. Sikorskiego.

    Cóż skłoniło konsula do przyjazdu i dlaczego było reńskie wino? Cóż było opijane?

    Informacja dodatkowa: Konsul przyjechał na dwa dni i zamieszkał w "Bryzie" (sic!).
    Czy rozegrał mecz tenisa z Ałganowem, a przynajmniej z Oleksym lub Olkiem K.?
    l
    Pod koniec turnusu koleżanka usłyszała, że ktoś udzielał reprymendy palaczowi w kotłowni, bo nie było ciepłej wody. Jakież było jej zdumienie gdy z kotłowni wyszedł jeden z Anglików. Jego tłumaczenie, że ukrywał to, miało duże cechy prawdopodobieństwa, bo być może niektórzy z nas wykorzystywaliby jego znajomość polskiego i odpuszczaliby sobie angielski.
    Mieszkał w Polsce już kilka lat.

    Sam później słyszałem jak mówił po polsku i czynił to dość poprawnie z lekkim akcentem angielskim. Okazało się, że ma hyzia na punkcie krótkich polskich odezwań w rodzaju: daj se siana, no coś ty z byka spadł itp. Od tego momentu prosił o powtarzanie czegoś, czego nie znał i próbował złapać prawidłowy akcent.
    Najlepsze zostawiam na koniec. Okazało się, że był po angielskiej slawistyce, ze specjalnością język rosyjski. W tym celu po studiach wyjechał do Moskwy przez Polskę i tu pozostał.

    Widzi mi się, że to grono chciało wydrzeć zdobycze polskiej nauki i implementować je w UK.

    No i jeszcze jedno. Czy malowanie znamienia na Zbyszkowym czole nie było wykoncypowane przed Baloon Debate, a role rozpisane?
  • @sigma 20:47:46
    Ewuś, było wyżej takie coś.

    Tę sprawę przeniosłem o pięterko wyżej i chyba do jednopałowców dotarło, za co odwdzięczyli się jak mogli. Jestem im winny za to piwo, bo widać, że do kogoś to nasze pisanie trafia, a odbiór jest emocjonalny. :P

    tadman 14.05.2013 07:55:59
  • @tadman 00:20:44
    No pysznie....... Uff.....

    :)
  • @
    Piękna ilustracja prostego chwytu krok po kroku.


    Zbyszek - to facet z osobowością podaną "na talerzu",(postać fikcyjna) tak aby nikt nie musiał zagłębiać się w meandry, a szybko mógł wyrobić sobie zdanie na jego temat.

    Fałszywe zdanie.

    Zapraszam tutaj:

    http://werwolfcompl.blogspot.com/p/xvi-kartogramy-mapy-polski.html




    "No i jeszcze jedno. Czy malowanie znamienia na Zbyszkowym czole nie było wykoncypowane przed Baloon Debate, a role rozpisane?"


    Wymazanie znamienia z głowy Gorbaczowa to wątek wzięty z filmu Naga Broń.


    Nie wiem tylko kto go wziął - Królowa, czy autor tekstu.



    *Postać fikcyjna – zadana osobowość; nieprawdziwy obraz osoby, wymyślony celem zakamuflowania działań dywersyjnych, zależnie od potrzeb.


    Z reguły jest to kilka punktów charakterystycznych, które mają pozwolić przeciętnemu człowiekowi na prostą i szybką (płytką) ocenę i „jasne” zdefiniowanie, zaklasyfikowanie, zaszufladkowanie danej osoby (dywersanta).

    Chodzi o to, aby obiekt manipulacji szybko przyswoił sobie „podaną na tacy” definicję danej osoby (dywersanta) i się nią posługiwał, nie wnikając w szczegóły jego zachowania.

    Mogą to być np. postacie: prawicowego oszołoma, fanatyka, „Polaka – katolika”, żartownisia, kobieciarza, „typowego” Polaka pieniacza, głupka, pijaka itd...„zawodowe”, tj. związane z zawodem wykonywanym, itp.

    I tak np. Polak- katolik będzie często podkreślał swoje przywiązanie do religii: będzie prezentował „twarde” i jednoznaczne stanowisko zgodne z nauką Kościoła , będzie otwarcie i bez skrępowania poruszał temat religii z innymi osobami, będzie „lubił” temat w towarzystwie, stosował doktrynę itp


    To prosta sztuczka, często stosowana.
  • @Maciej Piotr Synak 15:38:40
    Jeśli w naszym otoczeniu pojawia się nowy człowiek, to staramy się jak najszybciej go ocenić, sklasyfikować i wrzucić do odpowiedniej szuflady ze stosownym napisem.
    Jeśli mamy kłopoty z klasyfikacją, to czujemy się nieswojo, bo nie wiemy czego on chce lub czego się po nim spodziewać. Wtedy większość z nas stosuje klasyfikację uproszczoną, jak wyżej, w rodzaju: baran, głupek, debil, oszołom, zarozumialec, cham itp. Jeśli kogoś takiego wepchniemy do odpowiedniej szufladki to się uspakajamy i jesteśmy gotowi do następnej klasyfikacji.
    Ktoś taki jak Zbyszek ową klasyfikację nie tylko przyśpiesza, ale też niejako wymusza. Wtedy ciężko jest powiedzieć jakim faktycznie człowiekiem on jest; szczególnie jeśli jest niezłym aktorem.
  • @Eugeniusz Sendecki 08:57:14
    Muszę powiedzieć, że ten komentarz jest świetny, bo z tej historyjki k. Sendecki potrafił wycisnąć więcej niż ja sugerowałem. Ale wiadomo, że im większe obycie w różnych sytuacjach, tym łatwiej dostrzec rzeczy dla innych zakryte.
    Wypływa z tego też nauka, że często nie jesteśmy w stanie za dużo zauważyć, jeśli jesteśmy w takie zdarzenia zaplątani.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY